Форум

Добро пожаловать, Гость
Вход или Регистрация    Забыли пароль?


Вниз
Сообщения темы: Diagnostyka laboratoryjna badanie krwi cennik


#198
ajakanyto
Пользователи
Ранг 1
Постов: 1
Пользователь в оффлайне Кликните здесь, чтобы посмотреть профиль этого пользователя
Diagnostyka laboratoryjna badanie krwi cennik4 г., 7 мес. назад Репутация: 0  
Tępo wpatrywał się w twardą powierzchnię bladego mleka, którym przepełniony był stary, wyszczerbiony teraz w niewielu miejscach talerz. Gdzieniegdzie spod śnieżnej tafli wystawała, niczym jakiś peryskop, nitka żółtawego makaronu. Stary, radziecki budzik pozostający na bez mała ponad dwudziestoletniej lodówce zwracałem się tykać wolniej niż normalnie, zupełnie jakby bardzo pożądał podkreślić, że on oraz jego mechanizm nigdzie nie muszą się spieszyć. Gdy na złość, akurat dzisiaj, w dniu w którym pan Zbigniew dowiedział się, że w wyniku należy się spieszyć. Kilka godzin wcześniej młody doktor, albo więc z racji wieku bądź i wrodzonego braku badania diagnostyczne krwi crp empatii, niespecjalnie starając się być niewielkim, poinformował go o nowotworze, który zdążył już dać przerzuty. Mógł tylko udawać zakłopotanego, szczyl jeden. Nawet nie poprosił by pan Zbigniew usiadł, ot, od razu walnął z grubej rury, że posiada złą wiadomość, a mianowicie... Co szło się później, jego pacjent już nie pamiętał. Po pewnym czasie poczuł przeszywające spojrzenia zwykłych mężczyzn w poczekalni, widział obraza w niskich oczkach pielęgniarki proszącej go z niechcenia by wziął chociaż malutki łyk z czarnej szklanki. Wydawało mu się, iż to ściany kaszlą tak nieznośnie. Słyszał jeszcze poprzedzane żałosnym świstem ciężkie sapanie, rozróżniał powtarzane chłodnym głosem słowo "wody", czuł pod sztywnymi palcami prawej dłoni miękką czapkę, którą ściskał jakby zaraz miała spaść na pokrytą diagnostyka badanie krwi cena brudną breją podłogę. Coś łaskotało go przez okres po lewej skroni, potem przebiegło lekko przez policzek. To sama z wielu kropel potu mieniących się na czole przegrała z grawitacją. Z dowolna trafiał do siebie, powietrze stopniowo odnajdywało ulicę do mieszkania starych płuc. Wstał powoli mimo dłoni pielęgniarki, którą w geście protestu umieściłam na jego kościstym ramieniu. Rozejrzał się na końce, spojrzał przed siebie - kilkunastu równie starych, i zapewne natomiast starszych niż on wszystkich przyglądało mu się z nieukrywanym zdziwieniem. A może w ich oczach, w ich osobach, pan Zbigniew odnalazł współczucie? Okruchy litości? Może szczyptę strachu? - kto wie?, być chyba istniał zwierciadłem, w którym oglądali siebie; żałośnie małe, groteskowo przykurczone, ohydnie pomarszczone karykatury człowieka. Skłonił się nieco w lewo, prawTelefon, tak, musi zatelefonować. Gdzieś tam pragnie brać numer do siostry. Przegrzebywał szuflady starego kredensu tkwiącego w holu mieszkania, jego ręce błądziły między pustymi opakowaniami po lekach, palce przerzucały stare notesy, w których notował co ważniejsze tytuły i telefony. Oczy powoli lustrowały szpary między pękami kluczy dzwoniącymi głucho o siebie gdy je kierował. Pierwsze krople potu zaczęły pojawiać się na pomarszczonym czole pana Zbigniewa. A co jeśli kiedyś, istniejąc w amoku alkoholowym, wyrzucił numer siostry? Przecież tyle już razy robił rzeczy, których później musiał się wstydzić. Pan profesor istniejący na klatce schodowej z opuszczonymi spodniami sikał w przerwę między schodami, wystawiając pomarszczone prącie za barierkę, pozwalając złocistym, mieszającym się kroplom moczu przyjść na jakieś poniższe piętro. Pan doktor profesor habilitowany kopiący pozostawiony pod drzwiami sąsiadów wózek dziecięcy. 'Przeklęty bachor', darł się wniebogłosy, 'spać tylko, kurwa, nie daje!' Szanowany niegdyś przez wszelkich pozostałych lokatorów, jeżeli oczywiście jak oni włączał się wraz z starą do gierkowskiego pustostanu, będąc dalej tylko magistrem, po pewnym czasie trwał się niegodnym nawet stałego 'Dzień dobry' niebezpiecznym wariatem. Cóż, kiedy pił istotnie stwarzał zagrożenie, nawet dla samego siebie. Próba obmycia się pod prysznicem z piwa, które przypadkiem wylał na siebie w ciągu picia do telewizora, skończyła się wyciem syreny, szyciem, i ostatecznie pobytem na izbie wytrzeźwień po tym jakże rzucił jakimś młodym lekarzem, w jego 'pod-wpływem-kondycji' jedynie zarozumiałym konowałem, o ścianę. Końcu obecnego było... tak gdy na przykład gdy wracając kiedyś nocą z całodobowego baru z alkoholem, mając szybko go co coś w czubie, zaczepił głośno śpiewających łysych młodzieńców. Rozmowę rozpoczął całkiem kulturalnie i, jak na pijaka, zupełnie przyzwoicie, aczkolwiek chłopcy nie wykazywali tendencji do kurtuazyjnych zachowań, co już zaledwie po dwóch zdaniach skończyło się dla pana Zbigniewa podbitym okiem i krwotokiem z nosa. On ale bardziej niż samego siebie (gęba jednakże nie szklanka, nie pęknie) żałował butelki wódki, która stała w składnikach na prostym chodniku.
o, przed siebie, wykrztusił z trudnością słowo 'przepraszam' i powoli poczłapał w toku wyjścia, w prostej ręce trzymając starą, czarną czapkę z logiem chicagowskich byków, zaś w lewej dużą, żółtą kopertę ze zdjęciami rentgenowskimi i świstkami papierów wypełnionymi czarnoksięskimi inkantacjami i magicznymi liczbami, których cena dawała jedno krótkie, lecz jakże straszne, słowo: śmierć.
Zupa mleczna już wtedy wystygła. Stała się ona szyderczą emanacją upływającej, przechodzącej w zapomnianych otchłaniach jutra, efemerycznej egzystencji człowieka. On te był wtedy ciepły, oraz bardzo były temuż jego serce naprawdę duże było miłego, przyjemnego żaru. Kiedy? Na długo przed straszliwym chłodem, który przyszedł po jej śmierci. Tak, przeklęta zupa mleczna - nie nie nauczył się gotować przyzwoitych posiłków. Jednak toż ona gotowała je dla niego i dla ich dzieci. Dzieci, Boże święty... Gdyby nie ta cała sytuacja ze szpitalem, chorobą, pewnie nadal żebym nie pamiętał, że gdzieś tam są jego syn i córka... Dwadzieścia lat temu skończyły na zawsze oczy jego żony, pięć lat później uciekła z niego córka, syn odszedł... Nie wspominałem dokładnie kiedy. Wiele lat temu... Tyle czasu samemu, w trzypokojowym, przerażająco niemym i od tradycyjna głuchym już byciu. Edyta, córka, uciekła do jego siostry, ale jeszcze mało razy, podczas Świąt Bożego Narodzenia przekazywała mu kartki, na które nie odpowiadał. Od razu je wyrzucał, mnąc ze pasją, nie czytając nawet. Kilka razy dzwoniła lecz rzucał słuchawką jeżeli tylko słyszał w niej niepewny, jakby zdławiony głos zawsze zaczynający rozmowę od wypowiedzenia słowa 'tato'. Ile by dał żeby zadzwoniła teraz. Zrobiłby wszystko aby zrozumieć jej głos. Jego wnuczek, albo może wnuczka, posiadała teraz czternaście lat...
 
ЗарегистрированЗарегистрирован  
  Для добавления сообщений Вы должны зарегистрироваться или авторизоваться
Вверх


Форум FireBoard. Русская редакция: Adeptus v.2.0 | Такси 743